poniedziałek, 18 lutego 2013

Prolog

    Zbudził mnie przerażający ból. Promieniował wzdłuż kręgosłupa. Ogień wybuchł w mojej głowie, a jego silne płomienie sięgały do najdalszych zakamarków mojego ciała. W uszach bulgotała krew, zagłuszając inne dźwięki. Miałam wrażenie, jakby coś wypełniało mnie od środka - pikająca bomba - i za chwilę rozerwie mnie na strzępy. Z mojego gardła wydobył się ryk. W mojej głowie wrzało od tysięcy ognistych, zakończonych ostrymi jak brzytwa kolcami gwiazdek, które próbowały mi ją rozwalić. Przed oczami migały mi niewyraźne obrazy. Czułam gorąco wytworzone przez rozszalałe komórki mojego ciała, które pękało pod naporem obcej siły zabijającej mnie od wewnątrz. Ogień palił mi gardło sprawiając, że ciężko mi było choć lekko odetchnąć. Zacisnęłam oczy i pięści, w duchu szepcząc "nie", gdy coś wykręciło mi kręgosłup. Jęknęłam, błagając cicho, aby to wreszcie się skończyło. Ból rozprzestrzenił się, a potem szarpnął moje ciało, aż zaryczałam. Z oczu wyciekły mi łzy, na zmianę zimne i gorące. Zadławiłam si nimi i zakaszlałam. Ochrypniętym głosem ponownie wrzasnęłam, kiedy poczułam jak demon łamie mi kręgosłup. Nie mogłam już wytrzymać. Oddałabym wszystko, by to się skończyło. Czerń pochłonęła mnie. Gdy znów odzyskałam świadomość, leżałam wygięta na łóżku. Przez ból straciłam przytomność, lecz on znów mnie obudził. Oderwał mnie od pościeli i sprawił, że zawyłam niczym opętany zwierz. Poczułam przeszywający ból w plecach, a później ogień tak silny, że miałam wrażenie, że spalił mnie doszczętnie. Zadławiłam się, podczas gdy pieczenie i panika nasilały się. Poczułam, jak skóra na moich plecach rozrywa się i usłyszałam, kiedy krew chlupnęła na ściany. Nie panowałam nad łzami, które z moich przekrwionych oczu zrobiły wodospad. Zatrzęsłam się. Czułam, jak kręgosłup porusza się w moim ciele, przez co splunęłam krwią. Było to tak obrzydliwe i sprawiało tyle cierpienia, że skuliłam głowę i objęłam ją rękoma, rycząc i czekając z nadzieją na zbawienny koniec. Ogień spalał mnie żywcem, robił miazgę z mego mózgu. Cofnęło mi się w żołądku, podeszło do zaschniętego gardła. Jęknęłam, a później zwymiotowałam pod nogi. Czułam spływającą po plecach krew i demona wypełniającego moją głowę. Pokazywał mi obrazy, które do tej pory gnieździły się w głębi mojej świadomości.
   Po oczach biło jaskrawe światło. Na początku go nie rozpoznałam, później zrozumiałam, że to wielki ogień ogarniający cały widok. Sięgał od suchej ziemi aż do nieba, które odbijało czerwień niewiarygodnie potężnych płomieni. Było ciemno, z tylu, zza lasu, wychylał się srebrny księżyc. Znajdowałam się na polanie, a dalej była drewniana wieś Po moich bokach stało dwóch starców w długich szatach w kolorze głębokiej czerni - prawie nie było ich widać w ciemnościach. Parę metrów przed nami w rozsypce biegło kilka osób ubranych w obcisłe stroje, przy pasach zaczepione mieli ostrza. Wszyscy skupiali się na ogniu, a dokładniej widowisku rozgrywającym się u jego podnóży. Utworzył się tam krąg złożony z tajemniczych postaci w amarantowych, turkusowych lub krwistoczerwonych szatach z głębokimi kapturami, które zsunęły się w niedawnym ferworze walki, o czym świadczyły plamy świeżej krwi na ubraniach. Unieśli ręce do góry. W środku kręgu klęczały dwie osoby - zakrwawione, brudne, poranione i bezsilne. Jedną z nich był mężczyzna, poznałam to po posturze, lecz nie dostrzegłam jego zniekształconych przez tańczące cienie wywołane ogniem rysów. Mimo to ujrzałam grymas bólu na jego twarzy. Koło niego była kobieta. Młoda i olśniewająco piękna, nawet pomimo stanu, w jakim się znajdowała. Z jej błyszczących błękitnych oczu okolonych gęstymi rzęsami spływały łzy wielkie jak grochy. Sine usta splamione czerwienią poruszały się w szepcie, a drżące dłonie trzymały pocięty brzuch, z którego hektolitrami wypływała krew, plamiąc bluzkę i ręce. Przeciekła między palcami, wdarła się za spodnie i ufarbowała ziemię. Kobieta uniosła głowę, a nasze spojrzenia się spotkały. Nie wiem, czy dla innych też była taka wspaniała, ale dla mnie lśniła i emanowała pięknem, dobrocią oraz krystaliczną czystością. Przy oczach pojawiły się niewielkie mimiczne zmarszczki, gdy uśmiechnęła się do mnie. Wiatr zawiał jej delikatnie w brudną twarz i rozczochrał sklejone krwią włosy. Jej usta poruszyły się, gdy mówiła, patrząc na mnie intensywnie, jakby chciała zapamiętać moją twarz na zawsze. Nim odeszła, rozpoznałam ciche słowa wyznania miłości. W moim sercu zagnieździł się żal. Nie chcąc jej stracić, wyciągnęłam w jej stornę rączki.
    Rączki niemowlęcia. 
    Zarzuciło mnie do przodu, gdy zwymiotowałam sporą ilością krwi. Kości znów się poruszyły, jakby chciały wyślizgnąć się z mojego ciała. Czułam pod sobą mokra plamę. Skóra rozdarła się szerzej, a ja wydusiłam z siebie kolejny krzyk. Oddychałam ciężko, źrenice rozszerzyły mi się tak, że do tej pory przytłumione światło raziło mnie po oczach. Widok zalał się czerwienią. Wiercenie w głowie nasiliło się, gdy wyświetlił mi się następny obraz. 
    Patrzyłam na nich z góry. Czterech nabitych mężczyzn prowadziło zakapturzonego starca w czarnej szacie. Nadgarstki miał ściśle unieruchomione kajdankami, których łańcuchy mocno trzymał człowiek o długich srebrnych włosach i ciemnych oczach, Jego twarz była zszarzała i pełna zmarszczek - choć nie wyglądał na starego - a spojrzenie emanowało nienawiścią i pogardą. Wepchnęli starca do ciemnej celi. Brudne, szare ściany i ziemia z kamienia poplamione były dawno zaschłą krwią, która w nie wsiąkła. W środku znajdowały się tylko cztery czarne haki. Unieruchomili więźnia, a później zawiesili kajdany o haki i pociągnęli łańcuchy, tak że starzec podniósł się do góry. Przywiązali mu kostki do dwóch haków na dole. Ścisnęli tak, że skóra na jego nadgarstkach zaczerwieniła się. Starzec ani razu nie jęknął. Mężczyzna o srebrnych włosach wyjął podłużną, owalną miskę. Pozbawił ją pokrywki, odkrywając lśniącą, jasnozieloną ciecz. Z pochwy wysunął spore ostrze, które błysnęło w nikłym świetle wpadającym przez małą szczelinę do celi. Mężczyzna zanurzył powoli miecz w kleistej substancji. Uniósł go do góry. Zielona kropla spadła z powrotem do miski. Ostrze było pokryte lśniącą mieszanką, która szybko stężała. Człowiek obejrzał ją dokładnie i z namaszczeniem przesunął placem wzdłuż klingi, na której wygrawerowane były znaki w Starym Języku. Zostały jednak tak przerobione, że nie dało się nic wyczytać. Długowłosy spojrzał z nienawistnym uśmiechem w stronę starca. Tamten, ze spuszczoną głową i spokojną miną, nawet na niego nie patrzył. Mężczyzna odezwał się w Starym Języku: "a teraz zdechniesz, zdradziecki psie". Uniósł ostrze do góry, wypowiadając cicho jakieś słowa. Tuż przed tym, jak opuścił miecz, starzec podniósł głowę. jego oczy - pełne opanowania, pokory i mądrości - patrzyły na niego tajemniczo. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale nie dane mi było dowiedzieć się co, bo widok rozmazał się niczym obraz na płótnie oblany wodą.  
    Kiedy powróciłam na jawę, ujrzałam koło siebie człowieka w białym kitlu. Wzrok nadal miałam rozbiegany, a uszy zatkane krwią. W mojej głowie wirowały setki myśli po tym, co mi pokazano. Ona wiedziała o tym od zawsze, bo w przeciwieństwie do mnie, nie była bierna. Z mojego gardła wydobył się słaby jęk, bo nie miałam już sił się bronić. Mój mózg wyłączał się ze stanu czuwania, choć wszechogarniający ból wciąż panował nad moim ciałem. Cofnęło mi się z żołądka i rzygnęłam mieszanką wymiocin i krwi. Ktoś wcisnął mi na siłą coś do buzi i zmusił do połknięcia. Ból na chwilę ustąpił, ale potem powrócił ze zdwojoną siłą. Wszystko się ze mnie wylało - krew, łzy i żółć. Było mi potwornie gorąco. Poczułam, jak kości znów się poruszają i zagryzłam usta tak mocno, że z warg i języka wypłynęła krew. Szarpnęłam pościel, warczą donośnie. Na chwilę coś zatkało mi gardło, a ja zgięłam się wpół, gdy następna kość napięła mi skórę, a później rozdarła ją jak papier., wydostając się na zewnątrz. Ogień zamglił mi oczy. Próbowała pokazać mi coś jeszcze, ale byłam zbyt słaba, aby móc to odebrać. Nagle znieruchomiałam, a Ona wypełniła moją głowę swoją obecnością. 
    Byłą gotowa zadać mi największy ból, aby tylko zrobić swoje. Znałam jej determinację. Była sadystką i próbowała ze mnie zrobić swoją ofiarę. A ja byłam gotowa na wszystko, by tylko odebrała mi ten ból. Znalazłam jej rdzeń - a właściwie swój, który dzieliłyśmy - i dotarłam do niej.
     Przestań...    
     Mój głos rozniósł się echem. Doznała szoku. Na chwilę przestała bombardować moja głowę.Czuła się przytłoczona i skonsternowana. Wycofała się nieco. Przekazała mi swoje zdziwienie, jednak nadal sprawiała mi przeraźliwy ból. 
     Proszę...  
     Wycofała się jeszcze bardziej. Ostrożnie wytężyła słuch. Niepewnie spróbowała się ze mną skontaktować, lecz nie wyszło jej i zażenowana, ponowiła swój atak, obezwładniając mnie. Tak okazywała swoje rozczarowanie i wstyd. Odetchnęłam głęboko. W głowie kotłowało mi się od jej zróżnicowanych uczuć.
    Proszę... - powtórzyłam. Jej myśli na chwilę zwolniły. Wypełniło mnie jej zdenerwowanie. Z trudem wyszeptała mi do ucha:
    Pro-szę...
    Nie umiała posługiwać się innymi słowami. Z radości, wykręciła mi kręgosłup. Wrzasnęłam, a ona powoli, niezdarnie wypowiedziała kolejne słowo:
   Psze... pra... pszam...
   Wypuściłam powietrze , a z oczu wypłynęły mi łzy. Wciąż bolało okropnie, ale miałam z nią kontakt. 
    To... boli... - wypowiedziałam słabym głosem.
    Bo...li... - powtórzyła za mną. - Bo...li... - powiedziała znów, jakby podobało jej się to słowo. - Przy... kro...
    Bła... - zaczęłam, jednak nie kończyłam, bo uderzyła mnie, dławiąc i rozprzestrzeniając ból na całe moje ciało. Zaryczałam, gdy kości wysunęły się dalej z mojego ciała. Ogień połykał mnie w całości. Miałam wrażenie, że nie wytrzymam i rozpadnę się na małe kawałeczki. Z gardła wydobył się dziki wrzask. Wygięła mnie.Oczy latały w każdą stronę.
    Kiedy drzwi się otworzyły, myślałam, że to piekło. Czułam się, jakby spalała moją duszę, deptała ją i rozrywała na pół. Zawyłam. Zadrżałam, z moich ust wylała się krew. Poruszyłam oczami. W drzwiach stał mężczyzna. 
    Jej nienawiść zawładnęła mną, wypełniając krwiobieg, była tak silna, że ja sama zaczęłam go nienawidzić. Jednym szybkim ruchem ruszyłam z miejsca, nie zważając na ból, i rzuciłam się na niego. Przyparłam go do ściany, ściskając za gardło. Jedynym pragnieniem było pozbawienie go życia. Ból i ogień w sercu wzbudziły we  mnie naprawdę silną agresję. Ścisnęłam mocniej, a mało nie skręcając mu karku, gdy ktoś szarpnął mnie do tyłu, odciągając od niego. Zamachnęłam się i udrapałam tego kogoś tak mocno, że bryznęło trochę krwi. Zignorował to i ciągnął dalej. Krzyknęłam paraliżująco. Wsunięto mi do gardła jakieś liście. Soki puściły i wdarły się przełykiem do żołądka. Zatrzęsłam się. Przed oczami pojawiły się mroczki. Ona wyraziła swoje niezadowolenie poprzez złamanie mi prawej nogi. Wydarłam się, upadając ciężko na ziemię. Zanim odpłynęłam, zadałam jej jedno pytanie
     Czy masz jakieś imię?
     Zaskoczyłam ją. Niepewnie wyszeptała:
     Imię... - zawahała się, szukając go w  głębi swoich wspomnień. W jej głowie wybuchł ogień tęsknoty i żalu. - Imię... imię...
     Zapłakałam po raz ostatni, słysząc jej głos niczym echo.
     Imię... imię... Lydia...
    Zarzuciło mnie w błogą ciemność.      
      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz